Przesympatyczna mała blondyneczka, ciekawska świata. Lubi dobre towarzystwo, ale jednocześnie posłuszna rodzicom. Nie, nie, to nie o tobie! Choć jesteś bardzo podobna. Mowa o ośmioletniej Karolci - bohaterce opowiadania Marii Kruger "Karolcia". Aby nie zdradzać treści, dodam tylko, że Karolcia ma możliwość przeżywania magicznych przygód.
A jakie przygody spotkały Ciebie w towarzystwie tej małej bohaterki?
Poznanie Zosi
![]() |
| rys. Zosia B. |
- Cześć, jestem Karolcia, a to Piotrek.
- Hej, ja jestem Zosia - odpowiedziała dziewczynka cichutkim głosem. - Przyjechałam do babci w odwiedziny. Jestem z Wrocławia. To 350 km stąd.
- O! To bardzo daleko - odpowiedziały dzieci.
- A może pobawimy się w berka, w chowanego lub w Baba-Jaga patrzy? - zaproponowała Karolcia.
Dzieci spędziły na zabawie pół dnia. Niestety Zosia oznajmiła na koniec, że jutro musi wracać do rodzinnego miasta. Karolcia i Piotrek posmutnieli, ale Zosia obiecała na słowo zucha, że przy każdych odwiedzinach babci będą się spotykali.
(Zosia B.)
Wielkie poszukiwania
Spotkałam się z Karolcią i poszłyśmy na piknik. Zabrałyśmy ze sobą warzywa, owoce no i słodycze. Po drodze w sklepie kupiłyśmy gumę do żucia "Love It". Rozmawialiśmy o tym, co nas łączy i co nowego u niej słychać. Na wspólnej pogawędce i zabawie w parku spędziłyśmy cały dzień. Było smacznie, miło i wesoło. Dopiero wieczorem wróciłyśmy do domów.
Następnego dnia znów wybrałyśmy się do parku. Bawiłyśmy się w chowanego, berka i inne gry, o których dowiedziałyśmy się od naszych babć. Tak minął nam kolejny dzień, a my nawet nie zauważyłyśmy, że jest późno. Okazało się, że mama nas szukała w całym mieście. Bałyśmy się wrócić do domu, żeby nie dostać kary. Czekałyśmy i czekałyśmy, aż wpadłyśmy na pomysł, że wejdziemy niepostrzeżenie do domu. Tak też zrobiłyśmy. Gdy mama wróciła do mieszkania, weszła do mojego pokoju i zapytała, gdzie byłyśmy. Odpowiedziałyśmy: "Jak to gdzie? Tu." Mama była zaskoczona, że wcześniej nas nie zauważyła w pokoju. Gdy wyszła, Karolcia szepnęła: "Uff, udało się - było ciężko". A ja tylko mrugnęłam do niej okiem.
(...)
Dookoła świata
Pewnego razu wpadłyśmy na genialny pomysł, żeby wykorzystać niebieski koralik. Był deszczowy dzień i wiało nudą. A gdyby tak stać się niewidzialnym i wyruszyć w świat. Jak pomyślałyśmy, tak zrobiłyśmy. Obleciałyśmy cały świat dookoła. Zobaczyłyśmy krokodyle w Nilu, rekiny w oceanie, piramidy w Egipcie i małpy w Afryce. Gdy wróciłyśmy do domu, oczywiście podziękowałam jej za tak niesamowitą przygodę.
(...)
Moja mama powiedziała, że w sobotę będzie ładna pogoda, więc postanowiliśmy z Karolcią pojechać do Doliny Baryczy. Dolina leży jedną godzinę drogi od Wrocławia. Podwiózł nas tam mój tata. Gdy wysiedliśmy z auta, zauważyliśmy dużą wieżę. Mój brat od razu wszedł na nią i zrzucił z wysokości moją piłkę. Karolcia bardzo się śmiała. Później poszliśmy do parku. Tam zauważyliśmy kota i nazwaliśmy go Mirek. Mama powiedziała, że jesteśmy w Żmigrodzie na ruinach zamku. Po jakimś czasie tata doszedł do wniosku, że jest późno i musimy wracać.
Było fajnie i miło spędziliśmy czas. Myślę, że moja nowa koleżanka miała dużo nowych wrażeń. Najbardziej podobały nam się plac zabaw, wieża i stawy milickie.
(Benio)
Wafel
Pewnego letniego dnia razem z Karolcią wybrałam się na Podlasie. Miałyśmy magiczny koralik, który przeniósł nas prosto na piękną, zieloną łąkę. Wokół pachniało kwiatami, a w oddali widać było las i mały drewniany domek. Gdy podeszłyśmy bliżej, przywitał nas wesoły szczeniak Luna. Skakała, radośnie merdając ogonkiem. Na płocie siedziały trzy kotki, które leniwie obserwowały nas swoimi wielkimi oczami. Nagle zza rogu wyszedł chomiczek Wafel i wyglądał bardzo uroczo.
- Chodźcie, pokaże wam moje ulubione miejsce! - powiedział Wafel i pobiegł w stronę sadu.
Poszłyśmy za nim i odkryłyśmy piękne drzewo pełne soczystych jabłek Karolina dotknęła magicznego koralika i jabłka same spadły nam prosto do rąk! Zjadłyśmy je ze smakiem, a potem pobiegłyśmy nad rzekę.
Nad wodą Luna radośnie chlapała łapkami, a kotki siedziały na kamieniach i uważnie patrzyły na ryby. Karolcia szepnęła mi do ucha, że może użyć koralika, by na chwilę móc rozmawiać ze zwierzętami.
- To świetny pomysł - zawołałam.
Po chwili usłyszałyśmy ponownie cienki głosik Wafla:
- Dziękuję, że mnie odwiedziłyście. Mam tu wielu przyjaciół, ale z wami było wyjątkowo wesoło!
Śmiałyśmy się razem z Karolcią i obiecałyśmy, że jeszcze tu wrócimy. Kiedy słońce zaszło, dotknęłyśmy magicznego koralika i w mgnieniu oka byłyśmy już we Wrocławiu. Ten dzień na Podlasiu był naprawdę wyjątkowy.
(Dominika)
Nowi znajomi
Spotkałem Karolcię na boisku. W słoneczny dzień grała ze swoim kolegą Piotrkiem w berka.
![]() |
| rys. Władek R. |
Obserwowałem ich jak się bawią razem, a sam rzucałem piłką do kosza. W pewnym momencie moja piłka poleciała w kierunku bawiących się dzieci. Dziewczynka złapała piłkę i rzuciła ją do mnie, uśmiechając się serdecznie.
- Dziękuję bardzo! - odpowiedziałem jej. - Może macie ochotę zagrać ze mną w koszykówkę?
- Mój kolega ma na imię Piotr, a ja jestem Karolcia - przedstawiła się dziewczynka.
- Miło mi was poznać - odpowiedziałam szczerze.
Bardzo miło spędziliśmy czas, bawiliśmy się razem i grając w kosza do późnego popołudnia. Niestety moi rodzice kazali wracać do domu, ponieważ zrobiło się późno, a jeszcze musiałem powtórzyć lekcje. Z wielkim żalem pożegnałem nowych, miłych znajomych. Gdy odchodziłem w stronę domu, Karolcia powiedziała, że jutro też będą się tu bawić i byłoby miło, gdybym przyszedł. Zrobiło mi się radośnie, że mnie polubili. Wracałem do domu zadowolony, że poznałem takich fajnych ludzi. Do końca dnia, nawet odrabiając lekcje, miałem dobry humor. Wieczorem szczotkowałem zęby przed snem i ciągle się uśmiechałem, przypominając sobie zabawę na boisku. Leżąc już w łóżku planowałem zabawy, które zaproponuję moim nowym znajomym.
(Władek R.)
Znajdek
Pewnego ranka ja i Karolcia poszłyśmy do parku na spacer. Rozmawiałyśmy o tym, że chciałabym mieć zwierzątko. Karolcia powiedziała, że może mi pomóc spełnić marzenie, i wyciągnęła z kieszeni koralik. Następnie wypowiedziała życzenie. Nagle usłyszałyśmy cichy pisk. Rozejrzałyśmy się dookoła, zobaczyłyśmy, że obok krzaczka siedzi mały piesek. Bardzo piszczał i kulał na jedną nogę. Bardzo go bolała. Rozejrzałyśmy się, ale nigdzie nie było właściciela. Pobiegłam do domu, a Karolcia została, żeby pilnować pieska. Wróciłam razem z mamą i pojechałyśmy do weterynarza. Lekarz zbadał pieska i powiedział, że ma złamaną łapkę, ale da się wyleczyć. Spytałam mamy, czy piesek może zostać z nami. Mama zawahała się, ale spojrzałam na Karolcię, a ona się do mnie tajemniczo uśmiechnęła i ukradkiem pokazała w ręce koralik. Popatrzyłam się na mamę, a ona się zgodziła. Podskoczyłam z radości i wszyscy zaczęli się śmiać. Dzięki Karolci mam teraz psa.(...)
Prezent
![]() |
| rys. Jarek S. |
przeczytała tę książkę. Potem zadzwoniła do mnie i zapytała, czy może przyjechać do mnie, żeby zobaczyć krasnoludki oraz historyczne miasto. Byłem jak najbardziej na „tak”. Po konsultacji z rodzicami ustaliliśmy datę. Gdy spotkaliśmy się z Karolcią, poszliśmy razem do restauracji - jedliśmy tam pierogi. Potem kupiliśmy mapę z krasnoludkami i szukaliśmy ich. Zaczęliśmy od Rynku, a skończyliśmy na Placu Grunwaldzkim. Potem było już ciemno i poszliśmy do mojego domu. Graliśmy w gry planszowe i bawiliśmy się domu zabawkami. Po zabawie moja mama przygotowała nam kolację: to były przepyszne naleśniki z nutellą i ciepłą herbatą. Ponieważ Karolcia pochodziła z innego miasta, moja mama zaproponowała Karolci, aby została u nas na noc, a z samego rana następnego dnia poszukać pozostałych krasnoludków. Po śniadaniu wyruszyliśmy do miasta szukać reszty krasnoludków. Finalnie wspólnie z Karolcią udało się odszukać wszystkich skrzatów, które są we Wrocławiu. Karolcia była bardzo zadowolona ze spaceru po Wrocławiu.
(Jarek S.)
Wizyta w ZOO
![]() |
| rys. Milena N. |
Pojechałam z Karolcią do zoo i zobaczyłyśmy takiego dziwnego pana: miał czerwoną koszule, żółte buty, włosy w kolorze pomarańczowym i dziwne okulary w kształcie ananasów. Zastanawiałam się z Karolcią, kim on jest, i wpadłam na pomysł, żeby podejść do tego pana i sprawdzić, kim on jest. Więc poszliśmy do tego pana i zobaczyliśmy, że to był zarządca tego zoo. Zarządca powiedział:
- Możecie zobaczyć różne zwierzęta, tylko nie wiem, czy ochroniarz wam pozwoli.
- No może - odpowiedziałyśmy. Poszłam więc z Karolcią do tego strażnika i naprawdę nie chciał nas wpuścić. Powiedział:
- Nie mogę was wpuścić, bo jesteście dziećmi.
Karolcia poprosiła koralika, że byśmy były dorośli i staliśmy się nimi. Pan ochroniarz nas wpuścił i dzięki temu zobaczyliśmy największe zwierzę na świecie - słonia afrykańskiego.
Gdy pooglądaliśmy już wszystkie interesujące nas zwierzęta, to wróciliśmy do domu. To był udany dzień.
(Milena N.)
Gdyby...
![]() |
| rys. Dominika D. |
Po jakimś czasie Karolcia powiedziała do mnie:
- Tu nie ma powietrza.
Westchnęłam i odpowiedziałam:
- Bo to jest kosmos. Szybko poproś koralik o butlę z tlenem i skafandry.
Gdy to zrobiła, poleciałyśmy dalej, aż dotarłyśmy na planetę Mars. Zobaczyłyśmy tam kosmitów, kosmiczne koty, kosmiczne psy, kosmiczne supemarkety i inne rzeczy. Wtedy powiedziałam:
- Chodźmy pozwiedzać!
Ale Karolcia nie chciała, bo bała się. Zapytałam:
- Czego się boisz?
Karolcia:
- Tego meteorytu, który leci prosto na nas.
- To zatrzymajmy go - odpowiedziałam.
- Dlaczego nie?! - zgodziła się Karolcia.
I tak uratowałyśmy planetę Mars. Gdy wróciłyśmy na ziemię, podziękowałam Karolci za niesamowity dzień.
(Dominika D.)








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz