poniedziałek, 8 czerwca 2020

Historia o zapomnianych urodzinach

To miała być zwykła sobota. Rano posprzątaliśmy dom - wszyscy razem! Potem zjedliśmy obiad i właśnie zaczynaliśmy planować, co by tu ciekawego zrobić, gdy nagle usłyszeliśmy pukanie do drzwi. 

- Kto to może być? - zapytała mama. 
- Pójdę otworzyć! - odpowiedział tata. 
Razem z moją siostrą przybiegliśmy do przedpokoju, aby zobaczyć, kto do nas zawitał w sobotę. Nie uwierzycie! Kiedy tata otworzył drzwi, do domu wpadli moi najlepsi przyjaciele z klasy, radośnie krzycząc „100 lat!”. No tak! Przecież przełożyliśmy moje przyjęcie urodzinowe o tydzień ze względu na wizytę babci i dziadka! I… zapomnieliśmy! Sytuację uratowała mama: 
- Witamy, witamy! Dobrze, że już jesteście! Rozbierzcie się i raz dwa ruszajcie do łazienki umyć ręce, a potem zapraszamy do salonu. 
Zrobiło się bardzo głośno i mama szepnęła do nas:
- Pssst! Wszyscy do kuchni - narada! 
Kiedy już byliśmy w kuchni, zaczęliśmy szeptem układać plan działania. Na początku było we mnie bardzo dużo złości, aż zaczęły mnie palić uszy. A nawet chciało mi się płakać. No bo jak to? - zapomnieć o moim przyjęciu? Moja siostra sprowadziła mnie na ziemię: 
- Wiem, że jesteś zły, ale musimy działać szybko. Nie wyprosimy przecież gości. Zobaczysz, to będzie wyjątkowa impreza!

I tak się zaczęło… 
Pierwszą zabawą na moim przyjęciu było ozdabianie salonu. Mama z siostrą zrobiły szybki przegląd szuflad i znalazły kolorowy papier, z którego szybko zrobiliśmy łańcuch, serpentyny i balony. Zaraz potem mama z siostrą przygotowały poczęstunek, tata pobiegł po lodowy deser, a my zabraliśmy się za robienie tortu! Żeby było śmieszniej, wykorzystaliśmy same niejadalne rzeczy. Nie uwierzycie, jak on wyglądał - był kolorowy z rolek papieru, ozdobiony koralikami i kredkami, a na górze jedna duża świeca! Wszyscy mieli ubaw. 
Tata wrócił z lodami, ciastem i tortem jadalnym. Kiedy skończyliśmy jeść, goście wręczyli mi prezenty i zaśpiewali „100 lat”. Potem przyszedł czas na urodzinowe gry i zabawy. Nic nie było wcześniej przygotowane, więc użyliśmy moich piłek, skakanki, hula-hop i wymyśliliśmy naszą własną grę w pociąg dookoła świata. Najpierw podróżowaliśmy przez Europę, potem przez Azję, a w końcu dolecieliśmy do Ameryki… Kiedy już skończyliśmy grać, nabraliśmy ochoty na nową zabawę. Wzięliśmy z pokoju gry planszowe. Każdy miał swoją drużynę i swoją ulubioną grę.

Moja siostra miała rację, to były niezapomniane urodziny. Kiedy goście wyszli usiedliśmy razem w salonie i śmialiśmy się całą rodziną z tego, co udało nam się dziś zrobić. I wiecie co myślę? Dobrze, że zapomnieliśmy o tym przyjęciu! Teraz chciało mi się tylko śmiać, to był bardzo wesoły dzień.

A Ty miałaś/miałeś zaskakującą sytuację? Co wtedy zrobiłaś/zrobiłeś? Napisz w komentarzu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz