To miała być zwykła sobota. Rano posprzątaliśmy dom - wszyscy razem! Potem zjedliśmy obiad i
właśnie zaczynaliśmy planować, co by tu ciekawego zrobić, gdy nagle usłyszeliśmy pukanie do
drzwi.
- Kto to może być? - zapytała mama.
- Pójdę otworzyć! - odpowiedział tata.
Razem z moją siostrą przybiegliśmy do przedpokoju, aby zobaczyć, kto do nas zawitał w sobotę.
Nie uwierzycie! Kiedy tata otworzył drzwi, do domu wpadli moi najlepsi przyjaciele z klasy,
radośnie krzycząc „100 lat!”.
No tak! Przecież przełożyliśmy moje przyjęcie urodzinowe o tydzień ze względu na wizytę babci i
dziadka! I… zapomnieliśmy! Sytuację uratowała mama:
- Witamy, witamy! Dobrze, że już jesteście! Rozbierzcie się i raz dwa ruszajcie do łazienki umyć
ręce, a potem zapraszamy do salonu.
Zrobiło się bardzo głośno i mama szepnęła do nas:
- Pssst! Wszyscy do kuchni - narada!
Kiedy już byliśmy w kuchni, zaczęliśmy szeptem układać plan działania. Na początku było we
mnie bardzo dużo złości, aż zaczęły mnie palić uszy. A nawet chciało mi się płakać. No bo jak to?
- zapomnieć o moim przyjęciu? Moja siostra sprowadziła mnie na ziemię:
- Wiem, że jesteś zły, ale musimy działać szybko. Nie wyprosimy przecież gości. Zobaczysz, to
będzie wyjątkowa impreza!
I tak się zaczęło…
Pierwszą zabawą na moim przyjęciu było ozdabianie salonu. Mama z siostrą zrobiły szybki
przegląd szuflad i znalazły kolorowy papier, z którego szybko zrobiliśmy łańcuch, serpentyny i balony. Zaraz potem mama z siostrą przygotowały poczęstunek, tata pobiegł po lodowy deser, a my zabraliśmy się za robienie tortu! Żeby było śmieszniej, wykorzystaliśmy same niejadalne rzeczy.
Nie uwierzycie, jak on wyglądał - był kolorowy z rolek papieru, ozdobiony koralikami i kredkami, a na górze jedna duża świeca! Wszyscy mieli ubaw.
Tata wrócił z lodami, ciastem i tortem jadalnym. Kiedy skończyliśmy jeść, goście wręczyli mi prezenty i zaśpiewali „100 lat”. Potem przyszedł czas
na urodzinowe gry i zabawy. Nic nie było wcześniej przygotowane, więc użyliśmy moich piłek, skakanki, hula-hop i wymyśliliśmy naszą własną grę w pociąg dookoła świata. Najpierw podróżowaliśmy przez Europę, potem przez Azję, a w końcu dolecieliśmy do Ameryki… Kiedy już skończyliśmy grać, nabraliśmy ochoty na nową zabawę. Wzięliśmy z pokoju gry planszowe. Każdy miał swoją drużynę i swoją ulubioną grę.
Moja siostra miała rację, to były niezapomniane urodziny. Kiedy goście wyszli usiedliśmy razem w
salonie i śmialiśmy się całą rodziną z tego, co udało nam się dziś zrobić. I wiecie co myślę?
Dobrze, że zapomnieliśmy o tym przyjęciu! Teraz chciało mi się tylko śmiać, to był bardzo wesoły
dzień.
A Ty miałaś/miałeś zaskakującą sytuację? Co wtedy zrobiłaś/zrobiłeś? Napisz w komentarzu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz